Przychodzą dwie panie, bardzo miłe. Młodsza Ania i starsza Stanisława. Na początku myślałam, że da się wspólnie czytać Pismo Święte, później zauważyłam tak wiele różnic, że rozmowa w zasadzie jest niemożliwa. Może nawet nie chodzi o te różnice, tylko o pewną zaciętość, którą w nich wyczuwam. Starają się niby być wyrozumiałe i delikatne, ale gdy tylko wyczuwają wątpliwość ruszają mocniej do ataku.. Ale mnie się nie chce używać ich własnej broni... nie chce mi się wyszukiwać ich błędy, być może to błąd z mojej strony. Być może. Gdy coś mówią o swoich poglądach, myśl moja biegnie gdzieś w daleką przestrzeń i powoli przestaję rozumieć co do mnie mówią. Jakby to było gdzieś z oddali, nie do mnie, obce, niezrozumiałe słowa...Tylko polecam te panie Duchowi Świętemu, by Ten, który jest samą Prawdą pozwolił im ją poznać...
Dlaczego przychodzą? Czego się spodziewają? Zostawiają mi swoje broszurki - powinnam powiedzieć - nie chcę ich...
Spraw Panie by nasze serca na Twoją chwałę...Spraw by moje serce było podobne do Twego podatne na zranienia - a Ty kochasz wszystkich ludzi - i dobrych i mniej... nawet Świadków Jehowy...Czy ich głoszenie jest wyrazem ich wiary, ich gorliwości?
piątek, 16 września 2011
wędrowanie
Słońce wschodzi, blask ponad drzewami, budzą się ptaki - i moje "oceloty"... Patrzę, świt, zaduma i jakiś dziwny smutek, jakiś żal, że jest nie tak - jak ? Spodziewałam się... Żal - podobny do ...pleśni...A tu by trzeba zaśpiewać pieśń dziękczynną...A jeśli nie to chociaż podnosić z ziemi okruchy radości... Bo przecież to w tej chwili nie ma znaczenia czy ten moment mego życia, ten krok wynika z wczorajszego błędu lub nawet grzechu, nie, to moje teraz muszę podnieść z ziemi jak rzadki kamień... Coś z tej pieśni starego Bilba zaśpiewanej przez Froda na początku drogi do...
A droga wiedzie w przód i w przód,
Choć się zaczęła tuż za progiem -
I w dal przede mną mknie na wschód,
A ja wciąż za nią – tak jak mogę...
Znużone stopy depczą szlak -
Aż w szerszą się rozpłynie drogę,
Gdzie strumień licznych dróg już wpadł...
A potem dokąd? – rzec nie mogę.
Choć się zaczęła tuż za progiem -
I w dal przede mną mknie na wschód,
A ja wciąż za nią – tak jak mogę...
Znużone stopy depczą szlak -
Aż w szerszą się rozpłynie drogę,
Gdzie strumień licznych dróg już wpadł...
A potem dokąd? – rzec nie mogę.
I nie wiem dokąd mnie doprowadzi ta droga, bo nie wiem czy krok, czy szlak wybieram dobry.. Nie wiem...idę...Chciałabym śpiewać...podnoszę kamyk z mojej ścieżki i ze wzrokiem na oświetlone wschodzącym słońcem konary drzew szepczę - dziękuję Ci Abba
czwartek, 15 września 2011
Maryjo...
A dzień był dzisiaj piękny, słoneczny...Las szumiał, psy pobiegły w las.. Za oknem kasztanowiec traci liście. Jak na wrzesień można pomyśleć, że to zaczyna się jesień, ale to zaczyna się zaraz po przekwitnięciu. Najpierw pojawiają się pojedyncze plamki na liściach, a potem coraz ich więcej i więcej...Kasztanowce chorują...Szkoda i tak patrzę - myślę - czyżby to już 1/3 zieleni była już mniej zielona? Świat się starzeje, ale nie musi tak zaraz więdnąć - a ile śmieci znajduje się w lesie... Smutek...
Jakaś inwokacja - Matko, coś przed śmiercią nie broniła Syna.... obroń nas przed nami samymi...
Jakaś inwokacja - Matko, coś przed śmiercią nie broniła Syna.... obroń nas przed nami samymi...
Matko, coś miłości zdrojem,
Przejmij mnie cierpieniem swoim,
Abym boleć z Tobą mógł.
Lecz boleść Twoja Matko się nie kończy...Jezus powiedział: "Niewiasto, oto syn Twój.." I ścierają się...tak, chociaż tu pod gałęziami drzew mam świadomość toczącej się walki, walki wielowymiarowej, ostatecznie rozdzierającej Twoje Matko Serce - i to Serce Niepokalane...
I chciałoby się piękno kropli rosy na listku zatrzymać, albo przelot babiego lata, lub brzęk pszczoły - a Ciebie boli - bo Miłość jest niekochana, bo dzieci Twe giną i w imię czego?
A kiedyś miałam taki sen, że byłam w jakiejś grupie ludzi, o złych, zimnych sercach. Wiedziałam, że cokolwiek zrobię - czy upodobnię się do nich, czy przeciwstawię - zginę. Wtedy jakby spoza planu wyszła kobieta, ubrana szaro lub brązowo, kobieta, która wyciągnęła do tych ludzi ręce, zdawała się być jakby samą łagodnością, wtedy zrozumiałam bez żadnego słowa - stać się jak ona...
środa, 14 września 2011
Krzyż
Krzyżu święty, nade wszystko,
drzewo przenajszlachetniejsze!
W żadnym lesie takie nie jest,
jedno, na którym sam Bóg jest.
Słodkie drzewo, słodkie gwoździe
rozkoszny owoc nosiło.
I jeszcze:
Panie, Ty widzisz, krzyża się nie lękam
Panie, Ty widzisz, krzyża się nie wstydzę;
Krzyż Twój całuję, pod krzyżem uklękam,
Bo na tym krzyżu Boga mego widzę.
Czy naprawdę krzyża się nie lękam?...Klękać - owszem, całować też mogę chociaż nie lubię upubliczniać moje uczucia....Ale powiedzieć komuś - życzę ci Krzyża? Raczej powiem - wszystko będzie dobrze - czyli miło i przyjemnie...
A Pismo mówi Mt. 16, 21-22
drzewo przenajszlachetniejsze!
W żadnym lesie takie nie jest,
jedno, na którym sam Bóg jest.
Słodkie drzewo, słodkie gwoździe
rozkoszny owoc nosiło.
I jeszcze:
Panie, Ty widzisz, krzyża się nie lękam
Panie, Ty widzisz, krzyża się nie wstydzę;
Krzyż Twój całuję, pod krzyżem uklękam,
Bo na tym krzyżu Boga mego widzę.
Czy naprawdę krzyża się nie lękam?...Klękać - owszem, całować też mogę chociaż nie lubię upubliczniać moje uczucia....Ale powiedzieć komuś - życzę ci Krzyża? Raczej powiem - wszystko będzie dobrze - czyli miło i przyjemnie...
A Pismo mówi Mt. 16, 21-22
21 Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. 22 A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie». 23 Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki».
A przecież Jezus także się krzyża lękał
36 Wtedy przyszedł Jezus z nimi do ogrodu, zwanego Getsemani15, i rzekł do uczniów: «Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił». 37 Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. 38 Wtedy rzekł do nich: «Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!» 39 I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: «Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty».
poniedziałek, 12 września 2011
Imię Twoje Maryjo
Dzisiaj jest wspomnienie Imienia Twego Maryjo I chciałam jak w klasztorze urządzić mały kącik poezji i pieśni - ale się nie udało...Zmęczyłam się tak bardzo, a jeszcze mam co nieco do zrobienia... I chociaż las się zielenił i złocił, i niebo bardziej błękitniało niż zwykle, i wiatr cichł, jakby onieśmielony... To wszystko chyba dla Ciebie Maryjo - a może, może - dla tych, którzy Ciebie kochają i pragną świętować w tym dniu?
Myślę o tych, którym coś się nie udaje --- o tych, którzy słabi są i jakoś sobie nie radzą - i chciałabym wszystkim pomóc - lecz... o Maryjo... jak to jest, gdy chcę komuś pomóc, gdybym nawet chciała ofiarę złożyć...nie myślę wtedy o Bogu, ani o Twoim Synu... myślę o tym, komu chciałabym pomóc...jakby ...jakby tylko ta osoba była...jakby tylko dla niej, coś we mnie ją kocha, coś we mnie pragnie dla niej dobra...ale przecież dla niej pragnę się wyniszczać...Jak to jest Maryjo, Matko nasza, któraś cała dla nas...I mówią, żeś na obrazie cudownym, od Syna twarzą odwrócona aby nas biednych grzeszników, pełnym miłości spojrzeniem ogarnąć...
Myślę o tych, którym coś się nie udaje --- o tych, którzy słabi są i jakoś sobie nie radzą - i chciałabym wszystkim pomóc - lecz... o Maryjo... jak to jest, gdy chcę komuś pomóc, gdybym nawet chciała ofiarę złożyć...nie myślę wtedy o Bogu, ani o Twoim Synu... myślę o tym, komu chciałabym pomóc...jakby ...jakby tylko ta osoba była...jakby tylko dla niej, coś we mnie ją kocha, coś we mnie pragnie dla niej dobra...ale przecież dla niej pragnę się wyniszczać...Jak to jest Maryjo, Matko nasza, któraś cała dla nas...I mówią, żeś na obrazie cudownym, od Syna twarzą odwrócona aby nas biednych grzeszników, pełnym miłości spojrzeniem ogarnąć...
Kardynał Stefan Wyszyński w Zapiskach więziennych pod nieprzypadkową, jedną z dat maryjnych, 8 XII 1954 zanotował:
Jakich pochwał użyję? Pochwalę Cię słowem? Matko Słowa Wcielonego, cóż znaczy zeschły szept zeschłych liści mego słowa?..
Jakich pochwał użyję? Pochwalę Cię słowem? Matko Słowa Wcielonego, cóż znaczy zeschły szept zeschłych liści mego słowa?..
Tak, Maryjo, i proszę Cię u schyłku dnia Twoich Imienin, gdy tak mało się pomodliłam i tak mało ...weź w Swoje dłonie najczulsze tych, którym też tak wiele się dzisiaj nie udało, aby mogli w czymkolwiek znaleźć pociechę, że potrafi, że jest do czegoś zdolny, że.... to nic, że mi się nie udało, że beznadziejność moja zda się być przeogromna, to nic, Maryjo, weź ich w dłonie i przytul do Serca...
niedziela, 11 września 2011
Kwitną nawłocie
Kwitną nawłocie, złocą się przydrożne zarośla.Kościółek wiejski. Lud pobożny tu, ewangeliczny, zajmuje miejsca od końca...Myślę, czym tu Obecność różni się od Obecności we wielkim Sanktuarium? I tu mury świątyni nasączone są modlitwami ...A jednak...Mimo to lubię małe kościółki, chociaż ten to całkiem pokaźna budowla. Patrzę - ksiądz, ludzie - twarze, jakże skłonni jesteśmy do sądów - skąd nam się to bierze? Przecież autentyczna rzeczywistość jest całkiem inna - najważniejsze jest niewidzialne dla oczu... Chociaż Pismo mówi "Jedni drugich brzemiona noście.." To my - niepoprawne dzieci - jedni drugim czegoś zazdrościmy. Jakże często jest to coś co dla tego drugiego bywa ciężarem... Mogę np komuś zazdrościć samotności...A przecież i to jest marność i pogoń za wiatrem. Dlaczego nie cieszę się właśnie tą chwilą, która jest, która teraz - jak motyl - muska moją duszę... Dlaczego myśl moja zda się wołać, w chwili, która zwie się Teraz, ach to Bóg nie ...to ...a ja się spodziewałam... Dlaczego tak, duszo moja? Dlaczego nie spoglądasz w głąb, bardziej i bardziej - patrz, czuj - teraz - TO JEST PAN ---
Mgła
Mgła powoli unosi się nad polami, chwilowo osnuwa leśne drzewa, jakby delikatnym szalem...Budzi się dzień. Jakieś zwierzątko przebiegło dróżkę. Cisza...Świergot ptaszków wita nowy dzień. Jednak chłód wrześniowego poranka nie pozwala zbyt długo trwać przy otwartym oknie, małe oceloty mogłyby wypaść - nie mają doświadczenia. Niedługo wyjdę na niedzielną Mszę św do małego wiejskiego kościółka pod wezwaniem św. Michała Archanioła
Subskrybuj:
Posty (Atom)




