środa, 1 sierpnia 2018

Przemyślenia

Od jakiegoś czasu usiłuję sobie wiele spraw poukładać w głowie, ale jak to bywa coraz odkładam to na dalszy plan. Ostatnio w związku z tym księżycowym spektaklem Klaudyna Hebda rozesłała e-maila do swoich czytelniczek o takiej treści

Hej,

Właśnie wróciłam z łąki, gdzie oglądałam zaćmienie księżyca. Mój pies pałętał mi się pod nogami i chyba trochę się bał (jakby przyszło co do czego, to ja bym go musiała bronić), więc pod rozgwieżdżonym niebem nie spędziłam więcej niż godzinę.

Nie poszłam daleko, ot, za ostatnią lampę na wsi, kamienistą dróżką. Miałam nadzieję posiedzieć, ale trawa była zbyt wilgotna i mój liliowy szal od razu nasiąkł rosą. Ściągnęłam buty i stałam na bosaka pod rozgwieżdżonym niebem.

Na dole błyszczał Mars (musiałam się upewnić wcześniej, więcej o niebie wiedziałam jak miałam pięć lat. Trochę wstyd ale tak jest) i przemknęła spadająca gwiazda. 

Teraz zapaliłam sobie świeczkę o zapachu cytronelli z takim fajnym drewnianym knotem, który trzaska (Mama mi zrobiła), słucham pięknej muzyki i poczułam potrzebę, żeby do Ciebie napisać. 

Bo wiesz, kiedy tak stałam to zaczęłam się zastanawiać jak to będzie za sto lat, albo za dwieście? Co będą myśleć ludzie, którzy stoją pod tym księżycem? Co myśleli sobie tysiąc albo dziesięć tysięcy lat temu? Za czym tęsknili, czego się bali? Co myśleli, kiedy zbierali polne kwiaty, patrzyli w pustkę pustyni albo głąb jeziora? 

Nie sądziłam, że akurat dziś najdą mnie takie myśli. Nawet nie wiem czy są filozoficzne, raczej nie.

Miałam bardzo intensywny dzień, dużo przytłoczenia i obaw przed planami na przyszłość i zmianami. Ogólnie teraz sporo dzieje się w mojej głowie (tak, może być więcej niż zazwyczaj i to bardzo męczące). Część kwestie osobiste, którymi nie będę się dzielić publicznie bo jestem wbrew pozorom bardzo prywatną osobą, a część dotyczy tego czym się zajmuję.

Próbuję sobie poukładać, co chcę robić w życiu przez najbliższe kilka lat. Tak, żebym mogła za 10, 20, 30 lat spojrzeć wstecz i powiedzieć: "Zrobiłaś co mogłaś i jak umiałaś najlepiej".

Wiem, że chciałabym pisać dużo o emocjach i aromaterapii, radzeniu sobie z lękiem, obawami i stresem.

W czym problem?

Że nie boję się ubrudzić sobie rąk, a temat dotyczy mnie tak mocno, że muszę zdecydować jak to zrobić, żeby to było autentyczne i dla mnie emocjonalnie bezpieczne. 

W każdym razie dziś utknęłam w czymś co mi się rzadko zdarza, czarnymi myślami. 

Co jak to nie ma sensu? Co jak powinnaś była wiedzieć X,Y,Z parę lat temu? Zobacz, ile brakuje do tego czego chcesz. 

I wtedy kiedy stałam sobie na tej łące doszło do mnie, że to w porządku mieć takie myśli, bo to ludzkie.

Ale od nas zależy, czy się na nich zafiksujemy.

Czy będziemy codziennie widzieć brak czy obftiość. 

Ja wybieram obfitość. Nawet kiedy mam gorsze dni, kiedy jest tyle rzeczy poza moją kontrolą. Kiedyś ktoś mi powiedział, że optymizm jest głupi. Tego nie wiem, ale wiem, że na pewno nie jest głupie wybieranie codziennie obfitości.

Dziś był to Księżyc, spadająca gwiazda i uginające się od owoców stare jabłonie w ogrodzie mojej Babci. Ona ich nie zobaczy, ale ja tak. I to, że mogę jednym kliknięciem sprawdzić czy ta kropeczka na dole to na pewno Mars , bo mamy taką technologię.

Że mogę posłuchać sobie wykładu o zaćmieniu, a potem usiąść w domu i posłuchać pięknej muzyki. 

I tak poczułam, że powinnam Ci to napisać.

Że może potrzebujesz sobie o tym przypomnieć albo kiedyś będziesz potrzebować.

Więc piszę:-)

Wszystkiego dobrego i dużo obfitości,

To, ten tekst sprawił że postanowiłam już nie zwlekać tylko zaplanować co chcę i co mogę robić, przemyśleć, poukładać i trzymać się wyznaczonego kursu. Bo do tej pory też snułam plany raz bardziej raz mniej precyzyjne aby potem już na drugi dzień robić coś zupełnie innego.
A zaćmienie księżyca przespałam. Gdy wszyscy się gromadzili w miejscach widokowych mnie ogarnęła wielka senność. Głowa stała się ciężka nie do wytrzymania. Może gdyby ten księżyc było widać  przemogłabym się, ale on był za lasem. Można było wejść na dach... ale po co? W młodości chciałam być astronomem... Potem pilotem samolotowym... Marzenia.
Położyłam się na chwilę a gdy przebudziłam księżyc stał już dość wysoko nad drzewami - ach już tu jesteś? powiedziałam do niego, rozejrzałam się czy koty czasem nie chcą wrócić do domu, wyłączyłam komputer, w którym skończono już transmisję "na żywo" z zaćmienia i poszłam znowu spać, pomiędzy 23 a 24 godziną. Tak minęła ta wiekopomna chwila czerwonego księżyca.







A ja w tym czasie które zdarza się raz na 150 lat:







wtorek, 31 lipca 2018

Czy Jezus zajął się psem?

Przed rokiem ostatni wpis był o tym. Powiedziałam: "Jezu Ty się tym zajmij". Czy liczyłam na cudowne wyleczenie psa? Chyba nie. Była milcząca sugestia aby psa uśpić, ale żadna z nas opiekujących się psem nie chciała podjąć decyzji. Może Jezus miał ją podjąć?
Nie pamiętam czy czegoś oczekiwałam, może że zostanie jednak uśpiona bez mojej decyzji i będę miała więcej luzu?
Była mowa o kółkach, ale nic nie wyszło z tego. Miałam uszyć nosidło ale właściwie nie mam materiału ani sprzętu do szycia, coś tam skleciłam jednak psina jest ciężka i się rozleciało, bo chciała biegać a ja nie umiałam jej utrzymać.
Więc pies po dzień dzisiejszy nie biega tylko wlecze po ziemi tyłeczek
Oto ona dziś słonecznym rankiem przed domem


A to są schody po których bywa że niecierpliwie zjeżdża na brzuchu i tylnych łapach.

Czy Jezus się zajął, czy nie jeszcze nie wiem ale już podejrzewam że psina stała się tą jakby "siła grawitacyjną" która trzyma mnie przy domu abym gdzieś nie fruwała po świecie. Może

Kolejne powroty

Ciągle postanawiam pisać dalej na blogu i ciągle gubię się gdzieś w przestrzeniach internetu. A byłam kiedyś taką grafomanką i pisałam pamiętniki... Dalekie wspomnienia.
Dzień rozpoczął się pięknie. Słońce, nie ma wiatru. Lubię ciche poranki bez wiatru, tylko że już teraz jest w cieniu 26 stopni i poza śpiewem ptaków nieodłączna melodia brzęczenia much. To mi się kojarzy z sianokosami w młodości, chociaż nie pachnie sianem
Wyszłam przed dom zrobiłam zdjęcie, chcę sprawdzić jak mogę przesłać zdjęcie z komórki na bloga

Okazuje się łatwiejsze niż myślałam. To nawet wygląda podejrzanie. No bo jak - klikam w ikonkę dodaj obraz i wyświetlają mi się opcje: z adresu url z bloga a nawet z telefonu. Kliknęłam i okazuje się że od razu są wszystkie zdjęcia do wyboru - z tego telefonu. Na fejsbuku nie ma takiej opcji. Ciekawe

wtorek, 1 sierpnia 2017

Jezu Ty się tym zajmij

Modlitwa "Jezu Ty się tym zajmij" jest znana. Czasem nawet ją komuś polecałam w trudnej sytuacji. Ostatnio natrafiłam na akurat nadawany pogram spotkanie z autorką książki o o. Dolindo


Książka została bardzo ciekawie przedstawiona i zapragnęłam ja przeczytać.
Dałam temu wyraz na fb.
Czas  sobie płynął jak ten strumyk w lesie. Zdarzenie za zdarzeniem niczym przystanki na trasie pociągu czy jakiego innego środka lokomocji. Tak to już jest.
I któregoś dnia pojechałam do Popielowa a w tym czasie katastrofa bo ktoś potrącił psa. Pies miał ranę na brzuchu i niedowład tylnych łap.
Rozpoczęło się mozolne leczenie. 
O tutaj już Nora leży na ganku w koszulce aby nie lizała swojej rany ale i tak wygryzła szwy:
Któregoś dnia coś szukałam na you tube i wzrok mój padł na tytuł filmiku z modlitwą właśnie Jezu Ty się tym zajmij. Kilka razy przesłuchałam



Powiedziałam wtedy głośno: Jezu Ty się zajmij tym psem. Zdawało mi się to trochę dziwne. Ciekawe, jak Jezus ma się zająć tym psem gdy i tak ja muszę wiele zrobić. Potem zaczęło coś się pogarszać tak że pani weterynarz poddawała sugestię o uśpieniu Nory. I zastanawiałam się cicho czy Jezus podejmuje taką decyzję. Ktoś miał ją podjąć. Nawet zaczynałam się przyzwyczajać do tej myśli z bólem patrząc na jej wdzięczną mordkę.
Zaczynałam także wątpić w sens tej modlitwy. Powiedziałam sobie że Pan Jezus nie mówił wcale do mnie tylko do ks Dolindo, a co mnie może to obchodzić? 
To święty i co mu do mojego psa...
Piesek za to zaczął podnosić się na przednich łapkach i czołgać za nami, nawet próbowała szukać lisa, który niepokoił nasze kury

Na tym zdjęciu właśnie złapała ślad, są kurze pióra. Czy to był lis nie wiadomo są pióra...


Czasem ją wlekę za łapki czasem na starym szalu ale obiecuję że uszyję porządne nosidło, chociaż nie mam właściwie czym szyć. Tylko plecy nieco bolą


Czasem powtarzam tą modlitwę w skrócie ale rzadko. Za mało we mnie wiary chyba.

Ale Basia - z całego serca Ci Basiu, dziękuję - przysłała mi książkę

Tak wygląda:

Zaczęłam czytać, jest ciekawa, ale mnie zabrakło Ducha. Znalazłam gdzieś w internecie treść książki "Chata" Williama P. Younga ponieważ zobaczyłam, że powstaje film na jej podstawie.
Przeczytałam ją w całości dość pospiesznie. Być może nie dotarł do mnie cały przekaz treści ale zdaje mi się, że jakby jedno wynika z drugiego.

Więc czy Jezus może zająć się moim psem?





piątek, 30 czerwca 2017

Taki długi okres czasu nie opisany na przykład rok temu dostałam psa a raczej psinę bo zwie się Nora. Zabawne bo mam kicię o imieniu Nori. Nora bardzo do nas wszystkich się przywiązała. Nie odstępowała mnie na krok. Dlatego gdy chciałam gdzieś pojechać szosą - np na zakupy - musiałam ją zamykać w domu. Kiedyś zdarzyło się jej, że wyskoczyła przez okno w kuchni lub znalazła drogę przez piwnicę.

środa, 12 kwietnia 2017

Oziębiło się

Awaria już zażegnana. Trzeba było zgłosić gdzie trzeba a nie czekać na Pawła, który i tak się nie pojawił,
Niedawno zauważyłam pierwszy kwiat tzw "mlecza" u mnie na ogródku, ucieszyłam się przypominając sobie zeszłoroczne zbiory i usiłowania przetwórstwa.
Niestety zaraz na drugi dzień zachmurzyło się i spadła zimna mżawka. Mam nadzieję, że nie przyjdą przymrozki. Przekwitają mirabelki rozsiewając migdałowy zapach, zaczyna kwitnąć tarnina i znowu się zdumiałam bo zobaczyłam w kącie ogrodu kwitnący jedyny krzak czeremchy. Inne pod lasem jeszcze nie kwitną ale mają pąki.
Wszystko z wolna zaczyna pięknie się złotozielenić niczym w Złotym Lesie pani Galadrieli. Królowej Elfów...
W ogrodzie jeszcze nic nie posiałam, przenosiłam popiłowane klocki drewna do szopy by zdążyć przed zimną "deszczową porą" a także przebierałam ziemniaki na sprzedaż. Jeszcze tego jest sporo. Chyba zacznę wynosić do lasu?
Przypomniał mi się filmik z Maszą ( od Miszy ) o dniu urodzin.
Nie żebym miała jakieś pretensje do życzeń. Jedna z przyjaciółek wpadła na chwilę z prezentem. Tylko ta świadomość, że czas płynie. Lubię ciszę i spokój, mimo to straciłam trochę czasu by znaleźć ten filmik w internecie i obejrzeć z pewnym wzruszeniem.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Dziwna awaria telefonu

Otòż mam siostrzeńca, ktòry, jak mawiają w świecie - ma swoje lata i swòj rozum - poniekąd. Ma też olbrzymie auto z wielką przyczepą, ktòrym to wywozi drewno z lasu, a którego​ ja bardzo nie lubię. Oj bardzo i to bardzo. Przyjechał ci on i stanął na podwòrku.
Niestety, chociaż człowiek wysoki chyba na dwa metry za grosz nie ma czegoś takiego jak empatia.... Nie, nie ma, chociaż to bardzo pomaga w codziennym życiu.
Po kilku dniach postanowił a może raczej przymusiła go konieczność pracy - wyjazd. Śpieszę się, powiedział do mojej siostry Asi. Bywa tak często.
Potworne auto niczym smok Smaug stratował podwòrko i zaczepił o kabel telefoniczny.
W pośpiechu zawiesił kabel na słupie, zostawiając opartą o niego drabinę i odjechał.
Leśniczówka tutejsza jest ostatnim punktem na tej linii.
Telefon jak i internet nie działają.
Dziwne czy niesamowite jest tylko to że ktoś kto do mnie dzwoni, słyszy sygnał i może sądzić, że nie odbieram. A u mnie telefon jest głuchy jak przysłowiowy pień.
Mam komòrkę, mam też tablet. Trochę trudno jest pisać komentarze na czymś takim małym. Pròbowałam umieścić informację na moim profilu fb ale się nie udało.
Przepraszam wszystkich którym nie odpowiadam na wiadomości.
Teraz męczę tablet ale bolą mnie palce od stukania.
Gorzej będzie z opłatami w banku. Może do tego momentu coś się wydarzy.